Daigou - sprowadzanie luksusowych artykułów do Chin

Mrówki z szarej strefy, czyli chińscy kurierzy z walizkami luksusowych towarów

W Chinach co jakikolwiek czas rząd zabiera się za czyszczenie kolejnej dziedziny biznesu. Kampanie zlecane przez Pekin dotyczą treści po internecie, swobody wypowiedzi w mediach społecznościowych, politycznej poprawności w materiałach wideo lub praw autorskich. Jednym z obszarów, który przechodzi przymusową transformację, jest obecnie zjawisko tak zwanym. daigou, czyli przywożenia przez pojedyncze osoby luksusowych towarów w hurtowych ilościach.

Podróżowanie po świecie spośród każdym rokiem jest na rzecz Chińczyków coraz łatwiejsze, jednak wciąż jedynie 6 proc. ogromnej populacji (1, 4 mld ludzi) dysponuje swoim paszportem. Szybciej niźli grono tych z właściwymi dokumentami rośnie liczba osób zamożnych, które pragną komfortu. Najczęściej w postaci producentów z zagranicy, takich jak na przykład Louis Vuitton, Hermes, Burberry czy Dolce&Gabbana.

Jak pozbyć się mrówek?

Powstaje w tej sytuacji grunt dla turystów-mrówek. Nazywa się ich daigou, dosłownie "zastępujący kupujących". Jadą za granicę z pustymi walizkami jak i również w Paryżu, Mediolanie czy Nowym Jorku zapełniają gryzie torebkami, szalikami, biżuterią i smartfonami. Wszystko w relacji od obecnej mody jak i również złożonych zamówień.

Foto: Zhang Peng / Getty Images Fragment ulicy handlowej ze sklepami zagranicznych producentów w mieście Chengdu

Potencjał rynku dóbr luksusowych po Chinach jest ogromny. Po 2014 roku szacowano jego na 12 mld dolarów. Obecnie mówi się o potencjale rzędu 90 mld dolarów. Trudno jest jednoznacznie określić liczebność daigou, lecz uważa się, że po chińskim internecie działa więcej niż milion takich drobnych transgranicznych handlarzy. Wraz z kurczeniem się zachodnich gospodarek okazało się, że markowe towary za tysiące dolarów ciągle sprzedają się w Chinach. Luksus opłaca się jednak kupić za granicą, bo w tym miejscu bywa do 30 proc. tańszy niż po sprowadzeniu do Chin. Towary sprowadzane za pośrednictwem daigou posiadały by odpowiadać za połowę obecnego potencjału rynku luksusowych produktów i wynosić poniekąd ponad 44 mld dolarów.

Na przełomie września i października 2018 roku kalendarzowego partia rozpoczęła kolejną rundę rozprawiania się z mrówkami. Termin wybrano nieprzypadkowo, ponieważ początek października jakie możliwości roku wiąże się przy kraju z najważniejszym świętem narodowym - 1 października świętuje się rocznicę proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej - i tzw. Złotym Tygodniem, chińskim długim weekendem.

Wszyscy mają wtedy puste, można pozwolić sobie na dłuższy wyjazd za granicę. A tuż przy okazji przywieźć trochę torebek z Paryża i zegarków z Zurychu. Coraz nagminniej nie trzeba nawet przekształcać kontynentu. Luksusowe butiki pojawiają się coraz bliżej Chin kontynentalnych i daigou może wyskoczyć na chwilę do Hongkongu czy Korei Południowej, żeby kupić dany towar taniej.

Nalot na mrówki

Nalot władz na daigou spośród 2018 roku zyskał nazwę "928", ponieważ wydarzył się 28 września. Na szanghajskim lotnisku Pudong przeszukiwano bagaże wszystkich pasażerów przylatujących z Seulu. Setka z nich z jednego jedynie lotu została uznana za winnych nielegalnego sprowadzania zakazanych ilości towarów luksusowych.

Foto: SOPA Images / Getty Images Kolejka turystów do sklepu Chanel w Hongkongu

Pomimo wysiłków władz daigou są jednak w chińskim internecie wciąż obecni. Mówi się, że każdy ma chociaż jednego takowego znajomego wśród kontaktów dzięki najpopularniejszym komunikatorze WeChat. Nieoficjalnie mówi się, że w takiej działalności można zapracować do 100 tys. dolarów rocznie i pozwolić sobie na własne mieszkanie poprzednio ukończeniem studiów.

Nowe prawo, twarde prawo?

Od początku stycznia 2019 roku weszło w życie oryginalne prawo dotyczące sprowadzania cudzoziemskich produktów do Chin poprzez internet. Zgodnie z przedtem daigou będą musieli rejestrować się jako przedsiębiorcy zajmujący się e-handlem oraz występować o odpowiednie licencje w prowadzenie działalności handlowej także w Chinach i państwie, z którego zamierzają ograniczać towary. Kary mają stanowić bardzo surowe i oczekiwać zarówno na sprzedawców, jak i ich klientów (mówi się o grzywnach sięgających 300 tys. dolarów i karach więzienia). Rejestracja oznaczać będzie konieczność płacenia podatków, przez co daigou przestanie przynosić tak łatwy zysk.

Rządowe media ogłosiły zero tolerancji dla daigou nazywając ich szkodnikami, za pośrednictwem których państwowy budżet roni spore sumy. Najbliższe miesiące pokażą, w jaki strategia mrówki zareagują na modyfikacje i czy okażą się one wystarczająco skuteczne po walce z procederem.

Branża luksusowa wyzwaniem przy Chinach

Dla branży dóbr wyrafinowanych daigou także stwarza dodatkowe wyzwania. O chińskiego klienta trzeba walczyć inaczej aniżeli o zachodniego, chińskie media społecznościowe wymagają innych kontekstów i przekazu niż odbiorcy z Europy czy USA. Przykładem nieporozumienia była niedawna seria reklam Dolce & Gabbana, która zamiast zaintrygować, rozwścieczyła Chińczyków.

Domenico Dolce i Stefano Gabbana musieli osobiście nagrywać przeprosiny skierowane do wszystkich w Państwie Środka urażonych tymże, że w reklamie modelka o azjatyckich rysach twarzy nieporadnie próbowała jeść włoskie potrawy pałeczkami. Zagraniczne firmy potrzebują na chińskim rynku bardziej dopracowanej komunikacji jak i również lepszego zrozumienia dla tamtej specyfiki kulturowej. W inny sposób daigou w tej lub innej postaci kupią towary innego producenta zanim rząd ponownie przeszuka ich walizki.