Czy wojnę handlową z Chinami można wygrać?

Jak rozmawiać z Chinami. Wojna handlowa to starcie amerykańskich i chińskich stylów prowadzenia biznesu

Wojna handlowa między Chinami an USA trwa w najlepsze i nic nie wskazuje na to, iż koniec ultimatum dla Pekinu, które Donald Trump wyznaczył na 1 marca, przyniesie konkretne rozwiązania.

USA i Chiny podczas szczytu G20 w Argentynie zawarły 1 grudnia 2018 roku kalendarzowego rozejm handlowy na 80 dni. Porozumienie zakładało, hdy USA nie zwiększą 10-proc. ceł na dobra chińskie do poziomu 25 proc., a Chiny zgodziły się zwiększyć import amerykańskich produktów rolnych, energetycznych, przemysłowych i innych. Prekursorskim dniem obowiązywania tymczasowego rozejmu jest 1 marca. O ile Pekin i Waszyngton odrzucić wypracują porozumienia, wówczas zapłaty ceł pójdą w górę. Czy jednak należy liczyć się z jakimkolwiek zasadniczym załagodzeniem sporów?

Analitycy porównują starcie amerykańskich i chińskich stylów prowadzenia biznesu do gry w futbol. Amerykańskie przedsiębiorstwa są jak na przykład zawodnicy uprawiający rugby. Odrzucić mają kasków, ochraniaczy, są szybcy i zdolni do szybkiego zamieniania miejscami. Chińskie firmy to z kolei futboliści amerykańscy "opancerzeni" naramiennikami, w potężnych kaskach, ciężcy i skłonni do ataku według wcześniej wytyczonych strategii. Ich ochraniacze to pomoc ze strony rządu, tak zwane. SOE, czyli spółki skarbu państwa, w wydaniu chińskim są z założenia niezatapialne, nierentowne, ale wizerunkowo potrzebne. Pochłaniają wiele kasy generując głównie straty. Katalogów amerykańscy konkurenci grają w pewnym sensie w to samo na podobnym boisku, ale wzór gry jest z innego świata.

Czy więc przedsiębiorcy-futboliści mogą się dogadać i czy leży wówczas w ich interesie?

Biznes jak sport

W opublikowanym na początku lutego raporcie PKO (raport zatytułowany "Czy chiński smok wywoła globalny pożar? " z pięć lutego 2019) twierdzi, iż ewentualne "zamknięcie" chińskiej ekonomii nie przyniosłoby Polsce stosownych szkód. Analitycy banku oznaczają poziom takiego hipotetycznego zagrożenia jako zaledwie jeden procent PKB. PKO twierdzi, że w polskim popycie udział Chin jest "relatywnie niewielki". Cztery strony wcześniej przy raporcie pada jednak w największym stopniu kluczowe dla całego obrazu sytuacji stwierdzenie o tymże, że dane z Chin obarczone są zbyt niemałym błędem, by traktować hałasuje jednoznacznie. W raporcie czytamy:

Ważne gwoli zrozumienia skali ewentualnego krachu, który mógłby wybuchnąć przy chińskim sektorze finansowym, wydaje się to, że tak rzeczywiście nie wiadomo, ile kredytu zostało udzielone. W Chinach problem z dostępem do odwiedzenia wiarygodnych danych nie wydaje się być niczym nowym

Jak zatem reklamowany przez chińskiego prezydenta, Xi Jinpinga model "win-win", obopólnych korzyści dla wszelkiej ze stron prowadzącej jakieś interesy z Pekinem, ma możliwość stać się realny? Coraz częściej inwestycje prowadzone w ramach inicjatywy Nowego Jedwabnego Szlaku (głównego programu gospodarczego Xi) są krytykowane jako środek na uzależnianie kolejnych królestw od chińskiego długu. Model "win-win" zaczyna bardziej wspominać "loose-loose", w którym dwie strony tracą.

Wielkie nadzieje na postęp amerykańsko-chińskich rozmów handlowych mogą okazać się płonne. Być może również marcowe ultimatum jak i każdy kolejny punkt w negocjacjach nie przyniesie konkretów. Chiny pozostaną ze swymi własnymi nieruchliwymi, opancerzonymi zawodnikami dzięki tym samym boisku, na którym lekkozbrojni Amerykanie pozostaną bezustannie krążyć.

Co by było gdyby

Można się zastanawiać, jak wyglądałaby chińska gospodarka, gdyby Pekinem nie zaakceptować rządziła partia, gdyby ruchy studenckie z 1989 roku kalendarzowego przyniosły spodziewaną odwilż. Spośród monolitem trudno jest aczkolwiek walczyć i zmieniać jego formę. Chińskie władze z dumą podkreślały wagę czterdzieści. rocznicy reform otwarcia świętowanych przez cały 2018 dwanaście miesięcy, wojna handlowa była niepotrzebną skazą na wizerunku, który to miał pozostać bez oraz jednej rysy.

Przeformatowanie Chin do zachodnich względów wymagałoby czegoś więcej niźli tylko odpowiedzi na pytanie zadawane poza ich barierami w pierwszej kolejności - czyli kiedy w Chinach pojawi się wreszcie władza ludu? Możliwe, że taka chwila nie zaakceptować nadejdzie nawet na chwilę, coś znacznie więcej aniżeli tylko ze względów kulturowych, ale ekonomicznych. Zmiany polityczne musiałyby iść wraz spośród otwieraniem systemu chińskich finansów na warunki rynkowe. Zagraniczni gracze z sektora kart płatniczych potrzebowaliby dostępu do odwiedzenia chińskiego rynku, który cały czas pozostaje dla wymienionych zamknięty. Chiny musiałyby pokazać, że chronią własność intelektualną i kradzieże patentów czy odwrotna inżynieria nie jawi się być kluczowym źródłem innowacji. Należałoby także zdjąć sporo pancerza ze spółek skarbu państwa i przekierować optykę na konsumentów a nie producentów.

Wiara w liberalizację Chin musi ustąpić miejsca świat i przyjęciu do wiadomości faktu, że Pekin nie zaakceptować wierzy w identyczne cele co świat zachodni. Wojna handlowa zamiast bronić własnych rynków może faktycznie przynieść epokę lodowcową dla otoczenia innowacji i zawęzić horyzonty zamiast dostatecznie ich bronić na krajowych gruntach.

Foto: VCG / Getty Images Zatłoczony dworzec w mieście Nanjing podczas chińskiego nowego roku

Co w wyższym stopniu zastanawiające, to fakt, że nie główny winowajca a mianowicie a za takiego AMERYCE uznają w handlowym procesie Pekin - powinien płynnie dostosować się do kwestii. Relacje amerykańsko-chińskie i każde etapy wyprowadzania nierówności w wymianie handlowej powinny być z Chinami prowadzone na zasadzie suwaka dynamicznie zmieniającego proporcje handlu, relacji i korzyści wynikających dla obu państw. Inaczej na porządne, albo przynajmniej do końca kadencji Trumpa, relacje Waszyngton-Pekin zostaną ciągiem gróźb, ultimatów ochładzających stosunki.

Czy ty nauczyłeś się już obecnie czegoś od Chin?

Prawdą jest, że ostatnimi czasy podejście Pekinu zmieniło się dzięki bardziej buńczuczne i roszczeniowe. Obcokrajowcy przyjeżdżający do Chin w interesach czy na szczeblu dyplomatycznym przestali być pytani, czego Chiny potrafią się od nich nauczyć, ale co ich kraje mogą przyswoić sobie od Chin. Narodowa duma oraz towarzyszące jej poczucie wyższości zaczęło być istotą do wszystkiego. Xi Jinping rozpoczął budowanie społeczeństwa opartego na obywatelach bezrefleksyjnie ufających partii i nie zdających sobie sprawy ze innych wypaczeń systemu. To maszyneria groźny, którego skutki można zobaczyć jak na dłoni, gdy taki państwowy walec zabiera się za kolejne ekipy etniczne. Po represjach wobec Tybetańczyków, przyszedł czas w Ujgurów, którzy mają być trzymane się zgodni z zaprojektowanym przez centralę w Pekinie wzorcem rasy Hanów. Rdzennych Chińczyków, których - nawiasem mówiąc - nigdy odrzucić było i którzy nie zaakceptować tworzyli chińskiego narodu.

Foto: China News Service / Getty Images Pociechy z grupy etnicznej Miao w tradycyjnych strojach

Chińska rzeczywistość pełna jest tego rodzaju oczywistych sprzeczności. Partia szczyci się współistnieniem 55 mniejszości etnicznych w kraju, a rządowe media co sekunda publikują zdjęcia ich członków w strojach narodowych. W praktyce jednak muzułmańskim Ujgurom nakazuje się konsumować wieprzowinę, nie szanując katalogów wiary. Kraj chwali się historią sięgającą pięciu milionów lat, ale podczas rządowych wycieczek prośby o odwiedzanie zabytków świadczących o wiekach starożytnej kultury pozostają wyjąwszy odpowiedzi. Cywilizacja uważająca się za najstarszą i najkorzystniejszą na świecie woli zawieźć gości do nijakiego środku wystawienniczego na obrzeżach ośrodka miejskiego.

Wiele rzeczy domaga się w Chinach zmiany i z pewnością większe otwarcie się kraju na Zmierzch przyniosłoby korzyści. Czy aczkolwiek można ten kraj mierzyć naszą miarą? W Azji utrata twarzy, czyli globalne podważanie czyjejś pozycji, jest najgorszym sposobem na interlokucja. I wtedy naprawdę każdy traci, win-win zamienia się w loose-loose.

Sprawdźmy wreszcie, co o hipotetycznym starciu rugbysty i futbolisty amerykańskiego twierdzi specjalista. Michał Gutka, ekspert od obu dyscyplin z redakcji "Przeglądu Sportowego", w następujący sposób opisuje szanse przedstawicieli obu dyscyplin:

Te ochraniacze wynikają ze specyfiki piłki nożnej. Futbol jest bardziej sportem na zasadzie "start a mianowicie stop", gdzie widać znaczący początek i koniec zagrywki, a w rugby uciecha się toczy płynniej. Różni się siła uderzeń - rugbysta dostaje ich więcej, ale są lżejsze, z kolei futbolista w jednej działaniu zostaje nieraz potężnie powalony z impetem i wówczas przerywa akcje.

Takie zderzenie futbolowe porównano jeszcze kiedyś w programie "Sports Science" do uderzenia otrzymanego przez samochód, który uderzyłby w nas z prędkością 40-45 km/h. Ogółem jednak na meczu łączna siła uderzeń dla rugbysty i futbolisty jest podobna - najzwyczajniej w świecie jeden dostaje częściej, natomiast drobno, a drugiego kilka razy mocno hukną.

Krótko mówiąc, gdyby gracz futbolu amerykańskiego uprawiał osobisty sport i doszłoby do odwiedzenia takiej kolizji z innym graczem, a nie miałby ochraniaczy, mogłaby mu się stać spora krzywda. Gdyż nawet zawodnicy w "pancerzach" potrafią po wyjątkowo silnych, ale i pechowych, starciach doznawać złamań czy poniekąd pęknięcia organów wewnętrznych, np. słynna kontuzja z NFL Drew Bledsoe, który miał krwotok wewnętrzny czy Chrisa Simmsa, któremu w trakcie meczu pękła po określonym z uderzeń śledziona, wówczas można sobie wyobrazić, na temat ile gorsze byłyby rezultaty, gdyby nie chroniło katalogów nic.